O autorze
Jako stowarzyszenie działamy od 2004 roku. Zajmujemy się kwestią stosunku człowieka do reszty zwierząt. Promujemy ideę praw zwierząt i sposób życia dążący do minimalizacji własnego udziału w krzywdzącym wykorzystywaniu zwierząt: weganizm. Prowadzimy wykłady i prezentacje, uczestniczymy w zmianie prawa, organizujemy pokazy filmów i gotowania, akcje uliczne. Zajmujemy się publicystyką i tłumaczeniami, opracowujemy raporty. Komentujemy wydarzenia związane ze zwierzętami w mediach. Drukujemy i dystrybuujemy materiały dotyczące praw zwierząt. Patronujemy przedsięwzięciom przyjaznym zwierzętom. Jesteśmy na Facebooku: https://www.facebook.com/EmpatiaPL

Bez uników

świnia chce żyć
świnia chce żyć empatia.pl
Niedawno na wyborcza.pl mieliśmy okazję przeczytać wywiad z krytykiem kulinarnym i teatralnym, a także od jakiegoś czasu celebrytą telewizyjnym, Maciejem Nowakiem. Już sam wstęp do wywiadu miał chyba wprowadzić szczyptę kontrowersji, bo jakżeby tu bez niej przyciągnąć czytelników. Przeczytaliśmy zatem: „Maciej Nowak, zdeklarowany mięsożerca, zdradza, czym drażni wegetarian, kto go wkurza i czy kobiety są gorszymi kucharzami niż mężczyźni.” Tym samym od razu dowiedzieliśmy się kogo spotkamy na wirtualnym bokserskim ringu i zostaliśmy podrażnieni niepewnością, czy pan Nowak jest seksistą czy też nie.

To, że krytyk kulinarny nie będzie przepadał za ludźmi, którzy nie uznają za jedzenie sporej części składników i dań, które on ocenia i chwali jest oczywistością. Jedzenie mięsa, nabiału i jaj często jest właśnie pokazywane jako – nomen omen – kość niezgody między wszystkożercami (popularnie zwanymi „mięsożercami”) a weganami (w sporze często stawianymi ramię w ramię z wegetarianami). Ten wywiad nie był pod tym względem wyjątkiem.



Super Ekspres donosił, że Maciej Nowak jest „pod ostrzałem wegetarian” i cytował wpis z Facebooka organizacji prozwierzęcej: „Jak dla nas to postawa Pana Nowaka jest kwintesencją pychy, o którą oskarża wegetarian. Jedzenie psów, nazywanie wegetarianizmu sektą, trywializowanie cierpienia zwierząt, spłycanie problemu nieetycznej produkcji żywności - oto Pan Nowak - korona wszelkiego stworzenia, przeczytajcie i oceńcie sami”. Brukowiec sprowadził więc problem do kwestii gwałtownej różnicy poglądów i ewidentnie rolę agresora przypisał wegetarianom – to oni „strzelają”.

Czy wegetarianie rzeczywiście strzelają? Pod wpisem na Facebooku i linkiem do wywiadu pojawiło się ponad 300 komentarzy. Niestety dominowały ataki personalne. Internauci i internautki – prawdopodobnie wegetarianie – wyrażali się bardzo dosadnie na temat wyglądu Nowaka, często przypisując wygląd twarzy i tuszę krytyka kulinarnego jedzeniu mięsa. „spójrzcie na niego! sińce pod oczami, niezdrowa cera, tłuste wole - chodząca reklama mięsożerstwa” – zdiagnozował jeden użytkownik. Drugi dodał „jak sie trupy je to i tak sie wyglada.... Widać szare komórki tez obumarły....” Inni rezygnowali z diagnozy i szli w gruby żart w stylu „Rodzina adamsów - tam zrobiłby furorę.”, „Wygląda jak clown z horroru”. Padały też określenia „obrzydliwy psychol”, „wstrętny oblech” czy w końcu „paskudny wieprz” (zaraz, zaraz – dlaczego nazwa zwierzęcia znowu jest obelgą?). Część osób wyrażała bezpośrednie obrzydzenie, nawet w sensie kulinarnym „na sam jego widok robi mi się niedobrze” czy też „Myślę , że mógłbym zjeść Macieja Nowaka , ale długo bym potem rzygał.” Czy to było strzelanie, które sugerował Super Ekspres? Z pewnością był to pokaz lżenia, obraźliwego zachowania i kompletnie niemerytorycznych uwag.

Parę osób próbowało rozsądnie hamować ten wylew chamstwa i prostactwa, ale osoby te były w zdecydowanej mniejszości. Czy te uwagi – pomijając ich wulgarną formę – były w jakiś sposób merytoryczne? Czy wszyscy jedzący mięso są otyli? Nie. W społeczeństwie składającym się z ponad 95 procent z ludzi jedzących mięso tylko około 17% jest otyłe. To prawda, statystycznie społeczeństwa zachodnie zmagają się z rosnącą plagą otyłości, ale jest ona wynikiem całego szeregu czynników i z całą pewnością mięso nie jest głównym winowajcą. Jeśli liczy się dieta – a faktycznie jest ona bardzo ważna – to raczej w kwestii naszego zdrowia rzecz rozbija się o proporcje, różnorodność diety, sposób przygotowania jedzenia (np. gotowane kontra smażone) czy wreszcie stopień przetworzenia – owoce czy soki, orzechy czy oleje, itp. A może wszyscy otyli to ludzie jedzący mięso? Też nie, bo można nie jeść mięsa i utyć. Nie wystarczy też przestać jeść mięso, żeby schudnąć. Można jeść mięso i być zdrowym, i nie jeść mięsa i chorować. Oczywiście może być też na odwrót. Tak czy owak, jak widać z wyżej cytowanych wpisów, od niejedzenie mięsa nie przybywa kultury i szacunku wobec drugiego człowieka. Co nie znaczy, że wszyscy wegetarianie czy weganie się tak zachowują. Podobno większość internetowych komentarzy, w tym hejtu, generuje tylko około 1 procent internautów. Jest więc uzasadniona nadzieja, że większość wegan zajmuje się czymś konstruktywnym, a większość wegetarian rozważa prędzej czy później przejście na weganizm.

Przyjrzyjmy się teraz wypowiedzi Macieja Nowaka bez przygladania się jego twarzy czy sylwetce. Dlaczego warto się temu przyglądnąć? Czy rzeczywiście jest on wrogiem nr 1 wegetarian, jak w sensacyjnym tonie donosi brukowiec? Nie. Trzeba z takimi opiniami polemizować właśnie dlatego, że są niestety dość powszechne, a sprawa dotyczy tak naprawdę nie tyle wegetarian, ale zwierząt poddawanych hodowli i zabijanych w rzeźniach.

Co wegetarianach i weganach stwierdził Nowak? Powiedział on: „myślę, że są rodzajem sekty. Jest w ich postawie sporo pychy, bo uważają, że w związku z tym, że nie jedzą zwierząt, są lepsi od innych, i to mnie naprawdę denerwuje.” Nazwanie sektą ma oczywiście wywoływać negatywne skojarzenia, sugerować stosunkowo krótki rodowód i wąskie horyzonty myślowe grupy zafiksowanej na jakiejś wydumanej idei i najchętniej jednym guru. No cóż, trzeba w tym miejscu powiedzieć, że rozważania na temat relacji człowieka i innych zwierząt, w szczególności nad pytaniem czy mamy prawo zabijać inne zwierzęta, zadawać im niepotrzebne i niezawinione cierpienie mają długi rodowód. Faktycznie w naszych dziejach dominował szowinizm gatunkowy, ale krytyka bezwzględnej dominacji była wysuwana nawet w starożytności (Pitagoras) i przewijała się już regularnie zarówno z pozycji religijnych jak i pozareligijnych od XVIII wieku. Wśród ważnych postaci można wymienić filozofów Jeremiego Benthama, Petera Singera i Toma Regana, prawnika Gary’ego Francione’a , czy pastora Andrew Linzeya. Obecnie, również w Polsce rozwija się dyscyplina Animal Studies, która podejmuje w szerokim zakresie relacje między nami a innymi zwierzętami, w tym kwestie dotyczące etycznej oceny krzywdzenia zwierząt. Tematem zajmują się filozofowie, etycy, literaturoznawcy, kulturoznawcy.

Czy ludzie niejedzący zwierząt są lepsi od tych, którzy jedzą zwierzęta? Wbrew pozorom trudno na to pytanie odpowiedzieć. I nie chodzi o sam wybór diety. Największe na świecie stowarzyszenie dietetyków Academy of Nutrition and Dietetics (dawniej zwane American Dietetic Association) analizuje rosnącą liczbę danych/badań z udziałem wegan i publikuje stanowisko na temat diet wegetariańskich (w tym wegańskich). Stanowisko to jest aktualizowane co parę lat, a ogólne wnioski są takie, że odpowiednio ułożona dieta wegetariańska lub wegańska jest odpowiednia na każdym etapie życia. Tak więc, kolokwialnie rzecz ujmując argument „ja muszę jeść mięso” odpada. Może jest wyrazem przyzwyczajenia, może kulinarnego upodobania, może wygody ale na pewno nie konieczności.
Zresztą podobnie jest w przypadku nabiału i jaj. Zatem wegetarianie też nie mają w zanadrzu argumentu dietetycznego, tylko – patrz jak wyżej. Wygląda więc na to, że najlepsi są weganie, prawda? No, ale jak powiedziałam odpowiedź jest trudna. Już mówię dlaczego. Nie mam wątpliwości, że lepiej jest nie płacić za krzywdzenie zwierząt niż za to płacić. Dlatego weganizm jest pod tym względem wyborem najlepszym biorąc pod uwagę, że 99,9% produkcji mleka i jajek jest ściśle związane z krzywdzeniem i zabijaniem podobnie jak produkcja mięsa. Rzecz w tym, że wybór diety – choć ważny - nie jest jedyną płaszczyzną, na której możemy wykazać jakimi jesteśmy ludźmi. Pozostaje stosunek do zwierząt innych niż te wykorzystywane na fermach czy w laboratoriach, a także stosunek do innych ludzi. Popadanie w pychę jest kuszące, ale mało konstruktywne i faktycznie jeśli na to się zanosi, lepiej powiedzieć sobie wcześnie stop.

W kwestii zwierząt, Nowaka zapytano: „Nie przejmują cię zdjęcia kur w klatkach czy świń prowadzonych na rzeź?” Krytyk kulinarny odpowiedział: „W moim inteligenckim wyobrażeniu wyglądało to tak, że oszalały chłop goni świnię z siekierą, a jak już ją dopada, to zaczyna się krwawa jatka. Tymczasem nic takiego się nie wydarzyło. Świnia została uśmiercona błyskawicznym strzałem specjalnym bolcem w głowę i grupa profesjonalistów obrobiła ją tak szybko i troskliwie, że po półgodzinie z denatki już nic nie zostało.”

Nowak robi tu typowy unik. Zapytany o masową hodowlę i jej straszne realia serwuje nam anegdotę o szybkim i bezbolesnym uboju przydomowym, którego był świadkiem. Okrasza ją do tego wątpliwym humorem. Niezależnie od tego ile anegdot byśmy nie opowiedzieli, a to o bezbolesnej śmierci, a to o krowie, która sama z siebie daje mleko, a to o szczęśliwych kurach hasających po zielonych łąkach, nie zmieni to faktu, że masowa produkcja mięsa, mleka i jaj jest ściśle związana z krzywdzeniem zwierząt za życia i ich zabijaniem. Zwierzęta hodowane dla pieniędzy są dla hodowcy albo maszyną do produkcji kolejnych zwierząt, mleka lub jaj albo żywym towarem, który po zabiciu zamieni się w mięso. Minimalizując wydatki, aby utrzymać dochody na określonym poziomie, hodowcy robią zwierzętom wiele rzeczy, za które mieliby na głowie policję i sprawę w sądzie, gdyby dotyczyło to psa czy kota. Wiadomo, że psy i koty też bywają bardzo źle traktowane, ale jest to przynajmniej karalne, a zwierzęta można takiemu komuś odebrać. Natomiast unieruchomieni świni na parę tygodni w klatce, gdzie może co najwyżej wstać i się położyć, czy wsadzenie kury na rok do klatki, gdzie nie może rozwinąć skrzydeł karane nie jest. Fikcją jest opieka weterynaryjna - chociażby leczenie wrzodów skóry, złamanych kończyn – szczególnie tam, gdzie na fermie ilość zwierząt idzie w tysiące. Dobra robota, panie Nowak, od takiej rzeczywistości faktycznie najlepiej jest robić unik.

Wyobraźcie sobie, że znajomy dostaje ofertę pracy zagranicą. W Polsce ma pracę i nie straci jej jeśli się nie zdecyduje. Ale zagranicą czeka go nowe doświadczenie, przygoda, lepsze zarobki. Problem w tym, że znajomy ma psa i załatwianie formalności, żeby zabrać go ze sobą trwałoby dłużej niż czas, w którym musi wyjechać, żeby oferta nie przepadła. Jest też raczej mało czasu na szukanie psu nowego domu, szczególnie, że z samym wyjazdem wiąże się wiele przygotowań. Znajomy postanawia zabić psa. Nie, nie własnoręcznie. Ma namiar na weterynarza, który to zrobi zupełnie bezboleśnie. Dlaczego taki wybór znajomego byłby dla was nie do przyjęcia? Czy dlatego, że byłby to czyn niedozwolony? Może do pewnego stopnia. Ale chyba ostatecznie chodziłoby raczej o coś innego. Jak on może stawiać swoją wygodę, chęć przeżycia przygody nad życie psa? A jednak życie psa się liczy? Gdyby ususzył paprotkę wyjeżdżając na urlop machnęlibyśmy ręką, ale zabić psa, który przecież był kimś, nie czymś. Miał jeszcze życie przed sobą. No właśnie – był kimś, nie człowiekiem, ale jednak kimś. Nie tylko ludzie się liczą właśnie w ten sposób – jako jednostki ze swoją osobowością, charakterem, myślami, uczuciami, zwyczajami, unikalną biografią, nie tylko biologią. Ale skoro liczy się pies i jego życie, kot i jego życie to liczy się też świnia i krowa i kura, ich dobro i ich życie bardziej niż czyjeś upodobania kulinarne czy przyzwyczajenia żywieniowe.

W wywiadzie z Maciejem Nowakiem dowiedzieliśmy się, że nie jest seksistą ani homofobem, a nawet zrezygnował z krewetek, kiedy dowiedział się, że w procesie ich przetwarzania wykorzystywani są ludzcy niewolnicy. Filozof Peter Singer, w swojej liczącej już blisko 40 lat książce pt. „Wyzwolenie zwierząt” pisze, że szowinizm gatunkowy działa na takiej samej zasadzie jak rasizm czy seksizm. Trudno odmówić mu racji. Jest tu przerażająco dużo podobieństw. Nic tylko zrobić unik. Ale to trochę jak chowanie głowy pod poduszkę, a chcemy być dorośli, prawda?

Katarzyna Biernacka
Trwa ładowanie komentarzy...